Gdy komuś dzieje się krzywda, trzeba pomóc, a nie tylko się przyglądać. Jak już się pomaga, to tak, żeby pomóc naprawdę. Przekonał się o tym ocelocik Luis. Ruszył na pomoc, wziął na siebie odpowiedzialność za kogoś innego niż on sam! To wydarzenie wiele go nauczyło. Sprawiło, że został dobrym i odważnym ocelotem.
🔉 Jak ocelocik Luis nie zostawił słabszego w potrzebie
Tam, gdzie stok wulkanu Chiriqui spotykał się z lasem, można było najczęściej spotkać bawiącego się Luisa. – On będzie taki, jak jego ojciec, stary Luis – powtarzały pomiędzy sobą małpy.
Luis był ocelotem, czyli dużym, centkowanym dzikim kotem. Rzecz jasna, jego tata – też Luis – też był ocelotem. W Panamie jest bowiem taki obyczaj, że synowie dostają imiona po ojcach. Jednak nie o takie same imiona małpom chodziło, lecz o to, że maluch kiedyś zostanie groźnym drapieżnikiem, którego wszyscy będą się bać. To prawda, ocelocik po latach wyrósł na silnego ocelota, ale przy tym bardzo mądrego i opiekującego się innymi, mniejszymi niż on, zwierzętami.
Luis był ocelotem, czyli dużym, centkowanym dzikim kotem. Rzecz jasna, jego tata – też Luis – też był ocelotem. W Panamie jest bowiem taki obyczaj, że synowie dostają imiona po ojcach. Jednak nie o takie same imiona małpom chodziło, lecz o to, że maluch kiedyś zostanie groźnym drapieżnikiem, którego wszyscy będą się bać. To prawda, ocelocik po latach wyrósł na silnego ocelota, ale przy tym bardzo mądrego i opiekującego się innymi, mniejszymi niż on, zwierzętami.
Stało się tak, bo kiedyś Ciro, mały tapirek, czyli zwierzę bardzo podobne do naszej świnki, ale z króciutką trąbą, poprosił go o pomoc, a wielki Aliento, duch wulkanu Chiriqui wytłumaczył Luisowi, że silniejsi są od tego, żeby pomagać słabszym.
Posłuchajcie, jak to było…
Tego dnia, o którym chcemy Wam opowiedzieć, w lesie było bardzo parno. Luis usiłował dokazywać, lecz od wilgoci skleiło mu się futerko i miał już dość zabawy.
– Tato, mogę wyjść sobie z lasu na zbocze? Tam jest wiatr. On powieje, ja wyschnę i zaraz tu do ciebie wrócę – zaczął naciskać na ojca.
– No dobrze, tylko uważaj, bo drzewa chronią przed wielkimi ptaszyskami, które mogą porwać takiego malucha jak Ty. Na zboczu co chwilę patrz w niebo, czy jakiś nie nadlatuje – ostrzegł ocelocika jego tata.
Luis wybiegł wprost pod wiatr na otwartą przestrzeń. Ale się cieszył! Ale skakał! To była rozkosz po wielu godzinach spędzonych w parnym lesie…
– Chru, chru, chru! Ajajaj! Nieeeee! – usłyszał nagle Luis. W końcu oceloty mają słuch tak wspaniały, że słyszą wszystko i z wiatrem, i pod wiatr. – Na pomoc!!!! – chrapliwy głos wyraźnie dobiegał zza wielkiego kamienia, więc Lusi obiegł go szybko, mimo że troszkę się bał.
Wcale nie było wesoło za tym kamieniem. Mały tapirek kwiczał wtulony w skalną szczelinę, miał zranioną nóżkę, na dodatek wielki ptak próbował go porwać!
– Oooo! Ale widok! Co to będzie?! Zostanę i popatrzę, ale tak, żeby mnie ptak nie zobaczył! – pomyślał zaciekawiony Luis.
– Zostanę i popatrzę? Myślisz tylko o sobie i swojej ciekawości! Ten ptak tobie nic nie zrobi, bo choć mały, to masz już pazury i kły. A ten tapirek nic nie ma i może liczyć tylko na ciebie, centkowany głuptasie! – rozległ się nagle, nie wiadomo skąd, tajemniczy głos.
– A ty? Czemu mu nie pomożesz?! – odparł Luis i zaraz się zastanowił. – Ale do kogo ja mówię? Do kamienia? Nikogo tu nie ma, tylko tapirek, ptaszysko i ja…
– Jestem Aliento, duch wulkanu Chiriqui. To znaczy nie jestem, bo mnie nie ma. Tak się nazywam – no trzeba przyznać, że Aliento trochę się zaplątał w tłumaczeniach…
– To jesteś, czy cię nie ma? – zaśmiał się Luis.
– Nie ma mnie, bo jestem duchem. Mgłą, powiewem wiatru, który już raz wysuszył futro jednego takiego egoisty o imieniu Luis – odciął się duch. – A ty kim jesteś? Badaczem duchów?
Czy ocelotem, który ma w nosie to, że słabszy od niego potrzebuje pomocy?
– Co to jest egoista? – spytał Luis, bo naprawdę nie wiedział.
– To taki ktoś, kto myśli tylko o sobie. Dlatego nie zważa innych, także tych w wielkiej potrzebie, jak ten mały tapirek, gaduło!!!! – ryknął Aliento.
No i wtedy do Luisa dotarło, że bardzo głupio się zachował. Naprężył swe ciało i ruszył w kierunku ptaszyska. Gdy już był bardzo blisko, stanął na tylnych łapach, wysunął pazury i otworzył pyszczek bardzo szeroko, żeby pokazać swoje kły.
– Puszczaj tapirka! Słyszysz?! Puszczaj! Jestem Luis i to jest mój przyjaciel! – warczał ocelocik.
A ptak przestraszył się i odleciał w popłochu.
– Mam przyjaciela! – krzyknął uradowany tapirek Ciro.
– Ale ja tak tylko… No wiesz… Żeby ptak… – speszył się Luis.
– Jesteś moim przyjacielem! Jak fajnie! – kwiczał już nie ze strachu, ale z radości Ciro. I chciał wstać, jednak zabolała go zraniona nóżka.
– Hej, tu nieopodal jest taka roślina, której liście leczą ból i rany. Wiem to od mojej mamy. Przyniosę te liście! Poczekaj, za chwilę wracam! – rzekł Luis i rzeczywiście, za chwilę był z powrotem z leczniczymi liśćmi, które położył na nóżce tapirka.
Posłuchajcie, jak to było…
Tego dnia, o którym chcemy Wam opowiedzieć, w lesie było bardzo parno. Luis usiłował dokazywać, lecz od wilgoci skleiło mu się futerko i miał już dość zabawy.
– Tato, mogę wyjść sobie z lasu na zbocze? Tam jest wiatr. On powieje, ja wyschnę i zaraz tu do ciebie wrócę – zaczął naciskać na ojca.
– No dobrze, tylko uważaj, bo drzewa chronią przed wielkimi ptaszyskami, które mogą porwać takiego malucha jak Ty. Na zboczu co chwilę patrz w niebo, czy jakiś nie nadlatuje – ostrzegł ocelocika jego tata.
Luis wybiegł wprost pod wiatr na otwartą przestrzeń. Ale się cieszył! Ale skakał! To była rozkosz po wielu godzinach spędzonych w parnym lesie…
– Chru, chru, chru! Ajajaj! Nieeeee! – usłyszał nagle Luis. W końcu oceloty mają słuch tak wspaniały, że słyszą wszystko i z wiatrem, i pod wiatr. – Na pomoc!!!! – chrapliwy głos wyraźnie dobiegał zza wielkiego kamienia, więc Lusi obiegł go szybko, mimo że troszkę się bał.
Wcale nie było wesoło za tym kamieniem. Mały tapirek kwiczał wtulony w skalną szczelinę, miał zranioną nóżkę, na dodatek wielki ptak próbował go porwać!
– Oooo! Ale widok! Co to będzie?! Zostanę i popatrzę, ale tak, żeby mnie ptak nie zobaczył! – pomyślał zaciekawiony Luis.
– Zostanę i popatrzę? Myślisz tylko o sobie i swojej ciekawości! Ten ptak tobie nic nie zrobi, bo choć mały, to masz już pazury i kły. A ten tapirek nic nie ma i może liczyć tylko na ciebie, centkowany głuptasie! – rozległ się nagle, nie wiadomo skąd, tajemniczy głos.
– A ty? Czemu mu nie pomożesz?! – odparł Luis i zaraz się zastanowił. – Ale do kogo ja mówię? Do kamienia? Nikogo tu nie ma, tylko tapirek, ptaszysko i ja…
– Jestem Aliento, duch wulkanu Chiriqui. To znaczy nie jestem, bo mnie nie ma. Tak się nazywam – no trzeba przyznać, że Aliento trochę się zaplątał w tłumaczeniach…
– To jesteś, czy cię nie ma? – zaśmiał się Luis.
– Nie ma mnie, bo jestem duchem. Mgłą, powiewem wiatru, który już raz wysuszył futro jednego takiego egoisty o imieniu Luis – odciął się duch. – A ty kim jesteś? Badaczem duchów?
Czy ocelotem, który ma w nosie to, że słabszy od niego potrzebuje pomocy?
– Co to jest egoista? – spytał Luis, bo naprawdę nie wiedział.
– To taki ktoś, kto myśli tylko o sobie. Dlatego nie zważa innych, także tych w wielkiej potrzebie, jak ten mały tapirek, gaduło!!!! – ryknął Aliento.
No i wtedy do Luisa dotarło, że bardzo głupio się zachował. Naprężył swe ciało i ruszył w kierunku ptaszyska. Gdy już był bardzo blisko, stanął na tylnych łapach, wysunął pazury i otworzył pyszczek bardzo szeroko, żeby pokazać swoje kły.
– Puszczaj tapirka! Słyszysz?! Puszczaj! Jestem Luis i to jest mój przyjaciel! – warczał ocelocik.
A ptak przestraszył się i odleciał w popłochu.
– Mam przyjaciela! – krzyknął uradowany tapirek Ciro.
– Ale ja tak tylko… No wiesz… Żeby ptak… – speszył się Luis.
– Jesteś moim przyjacielem! Jak fajnie! – kwiczał już nie ze strachu, ale z radości Ciro. I chciał wstać, jednak zabolała go zraniona nóżka.
– Hej, tu nieopodal jest taka roślina, której liście leczą ból i rany. Wiem to od mojej mamy. Przyniosę te liście! Poczekaj, za chwilę wracam! – rzekł Luis i rzeczywiście, za chwilę był z powrotem z leczniczymi liśćmi, które położył na nóżce tapirka.
I tak sobie siedzieli razem. Tapirek już się nie bał, a noga bolała go coraz mniej. Po pewnym czasie nadeszła mama tapirka i synek opowiedział jej, co się stało.
– Jesteś odważny, wrażliwy i opiekuńczy – powiedziała tapirzyca do Luisa. Potrafisz przynieść ulgę komuś, kto jest w potrzebie. Gdybyś był człowiekiem, mógłbyś zostać lekarzem.
Po tych słowach, matka wraz z synem oddalili się w kierunku lasu.
– Wiem, że mogę na ciebie liczyć mój przyjacielu! – krzyknął na do widzenia tapirek. A Luisowi zrobiło się bardzo przyjemnie. Tylko męczyło go tylko jedno: co to jest ten lekarz?!
– Duchu! Duchu? Ty tu jeszcze w ogóle jesteś? Powiedz mi, co to jest ten lekarz? – spytał Luis.
– Nie co, tylko kto. To taki człowiek, który wie, jak leczyć innych. Są też lekarze leczący zwierzęta – weterynarze. Lecz wiedza to nie wszystko. Zawód lekarza to misja, polegająca na pomaganiu chorym i słabszym. Dobry lekarz czuje, że tak trzeba, że tak postępuje wrażliwy, pomocny innym człowiek. Ty też przekonałeś się, że trzeba pomóc tapirkowi. Poświęciłeś się, żeby go obronić – wytłumaczył Aliento.
– Jesteś odważny, wrażliwy i opiekuńczy – powiedziała tapirzyca do Luisa. Potrafisz przynieść ulgę komuś, kto jest w potrzebie. Gdybyś był człowiekiem, mógłbyś zostać lekarzem.
Po tych słowach, matka wraz z synem oddalili się w kierunku lasu.
– Wiem, że mogę na ciebie liczyć mój przyjacielu! – krzyknął na do widzenia tapirek. A Luisowi zrobiło się bardzo przyjemnie. Tylko męczyło go tylko jedno: co to jest ten lekarz?!
– Duchu! Duchu? Ty tu jeszcze w ogóle jesteś? Powiedz mi, co to jest ten lekarz? – spytał Luis.
– Nie co, tylko kto. To taki człowiek, który wie, jak leczyć innych. Są też lekarze leczący zwierzęta – weterynarze. Lecz wiedza to nie wszystko. Zawód lekarza to misja, polegająca na pomaganiu chorym i słabszym. Dobry lekarz czuje, że tak trzeba, że tak postępuje wrażliwy, pomocny innym człowiek. Ty też przekonałeś się, że trzeba pomóc tapirkowi. Poświęciłeś się, żeby go obronić – wytłumaczył Aliento.
Luis zrozumiał i na całe życie zapamiętał słowa ducha. Odtąd spotykał się na zboczu wulkanu ze swoim przyjacielem Ciro i pilnował, żeby maluch nie wpadł w jakąś szczelinę i żeby nikt nie wyrządził mu krzywdy. A kiedy ocelocik po latach wyrósł na dużego ocelota, to w okolicy Chiriqui wszyscy już wiedzieli, że jest tu ktoś, kto nie myśli tylko o sobie! I wiedzieli też, że nigdy nikt nie pozostanie tu sam w potrzebie!
W naszym życiu możemy spotkać osoby, które, podobnie jak tapirek, znalazły się w trudnej sytuacji, potrzebują pomocy, okazania im troski. Może to być sąsiadka, która z powodu choroby nie może sama zrobić zakupów. Może to być kolega, który nie był w szkole i nie wie, co było zadane.
Panama
to państwo w Ameryce Środkowej, położone nad Morzem Karaibskim i Oceanem Spokojnym. Graniczy z Kolumbią i Kostaryką.
By TUBS - Obra proprieThis W3C-unspecified
vector image was created with Adobe Illustrator.This file was uploaded with Commonist.This
vector image includes elements that have been taken or adapted from this file:
Americas on the globe (red).svg (de TUBS)., CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14972518
Stolicą Panamy jest miasto Panama, które jest największym miastem w kraju.
Flaga Panamy
By Zscout370 et al. -
Government of Panama., Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=433132
Linki/Źródło
https://kulczykfoundation.org.pl/
https://soundcloud.com/kulczykfoundation/jak-ocelocik-luis-nie-zostawil-slabszego-w-potrzebie-czyta-krzysztof-kowalewski/s-MYZ5LoZHxV3
https://ia.wikipedia.org/wiki/File:Panama_on_the_globe_(Americas_centered).svg#/media/File:Panama_on_the_globe_(Americas_centered).svg










